WSZYSTKIE AKTUALNOŚCI

40 lat w bieli i błękicie. Historia czterech dekad Pawła Kloca w Stali Rzeszów

czwartek, 18/06/2026

Od szkolnych rozgrywek w Trzebownisku, przez ponad 400 meczów w pierwszej drużynie, aż po pracę z młodzieżą. Paweł Kloc nie jest po prostu byłym piłkarzem Stali Rzeszów. Jest częścią historii klubu, który od czterech dekad pozostaje jego drugim domem.

„Można by tak powiedzieć, że to mój drugi dom” – mówi Paweł Kloc, gdy rozmowa schodzi na stadion przy Hetmańskiej 69. Trudno o bardziej trafne określenie. W pierwszej drużynie Stali rozegrał ponad 400 spotkań i zdobył ponad 80 bramek. Jeśli doliczyć lata spędzone w grupach młodzieżowych, jego związek z klubem trwa niemal 40 lat.

Dziś nadal jest obecny przy Hetmańskiej. Pracuje z młodymi zawodnikami, prowadzi treningi indywidualne i wspiera kolejne pokolenia piłkarzy. Jak sam podkreśla, chce robić to tak długo, jak pozwoli mu zdrowie.

Wszystko zaczęło się w Trzebownisku

Historia jednego z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy w dziejach Stali rozpoczęła się od szkolnych zawodów. W czasach, gdy słowo „skauting” dopiero raczkowało, trenerzy Stali obserwowali turnieje między szkołami z okolic Rzeszowa.

Kloc reprezentował szkołę w Trzebownisku. Został zauważony i zaproszony na treningi. Tak rozpoczęła się droga, która miała związać go z biało-niebieskimi na całe życie.

Przez kolejne lata przechodził przez wszystkie szczeble szkolenia. Wspomina trenerów Marka Stryjewskiego, Marka Chlewickiego, a później kolejnych szkoleniowców, którzy prowadzili go aż do pierwszej drużyny.

Debiutował jako 18-latek. W szatni spotkał ludzi, których wcześniej znał choćby ze szkoły. Jednym z nich był Edward Jodłowski, nauczyciel wychowania fizycznego z Trzebowniska. To właśnie z nim wiąże się jedna z ulubionych anegdot Kloca. – Mówiłem ci, że kiedyś trafisz pod moje skrzydła – usłyszał po wejściu do seniorskiej szatni.

Treningi na żwirze i w śniegu

Kiedy Paweł Kloc wspomina początki swojej kariery, trudno nie zauważyć, jak bardzo zmienił się futbol.

Nie było sztucznych boisk. Nie było oświetlenia. Nie było nowoczesnych centrów treningowych. Były za to żwirowe boiska, treningi na śniegu i zimowe obozy w Bieszczadach. – Jak wróciło się bez rękawiczek, to potem trzeba było wyciągać żwir z dłoni i kolan – wspomina.

Dziś wielu rodziców nie wyobraża sobie takich warunków dla swoich dzieci. Kloc jednak nie narzeka. Uważa, że tamte realia miały również swoje zalety. Gra na nierównych boiskach rozwijała technikę, a organizm musiał radzić sobie w znacznie trudniejszych warunkach niż obecnie.

To właśnie w takich okolicznościach wychowywało się pokolenie piłkarzy, które na początku lat 90. było o krok od dużego sukcesu.

O krok od Ekstraklasy

Sezon 1991/92 do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych dla kibiców Stali. Drużyna walczyła o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Kloc nie ukrywa, że niedosyt pozostał do dziś. – Zawsze najbardziej chce się grać w Ekstraklasie w klubie, którego jest się wychowankiem – mówi. Według niego zabrakło niewiele. Punktu. Szczęścia. Jednego meczu. Jednej sytuacji.

Tym bardziej, że tamta drużyna miała wyjątkowy charakter. Większość zawodników pochodziła z Rzeszowa lub regionu. W czasach, gdy współczesne kadry składają się z piłkarzy z różnych krajów i kontynentów, taki obraz wydaje się wręcz nieprawdopodobny. – Dzisiaj ciężko znaleźć drużynę z taką liczbą wychowanków – przyznaje.

Niespełnione marzenia

Rok 1992 mógł być dla Pawła Kloca przełomowy także z innego powodu. Znalazł się w szerokiej kadrze olimpijskiej prowadzonej przez Janusza Wójcika. Powołanie na zgrupowanie było ogromnym wyróżnieniem i szansą na dalszy rozwój. Wszystko przerwała kontuzja.

Podczas meczu ligowego doznał urazu kolana. W czasach, gdy medycyna sportowa wyglądała zupełnie inaczej niż dziś, noga trafiła do gipsu na cztery tygodnie. – Wszystkie marzenia prysły – wspomina. Nie wie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby wtedy pojechał na zgrupowanie. Wie tylko, że była to jedna z tych chwil, które zmieniają piłkarskie losy.

Powrót do domu

Po występach w Stali Mielec, Hutniku Kraków, Górniku Wieliczka i Polonii Przemyśl – wrócił do Rzeszowa. Wracał jednak do zupełnie innej rzeczywistości. Stal występowała już w czwartej lidze, a klub przeżywał trudny okres. Razem z Januszem Czyrkiem miał stać się jednym z doświadczonych liderów młodego zespołu.

Efekt przyszedł błyskawicznie. Już w pierwszym sezonie po powrocie drużyna wywalczyła awans. – Chłopcy dostosowywali się do tego, co im nakreślaliśmy. Wszystko poszło w dobrym kierunku – wspomina.

Jeżeli wskazać jeden mecz, który na trwałe zapisał się w pamięci kibiców Stali, byłoby to starcie z Cracovią. Przegrywający do przerwy rzeszowianie odwrócili losy spotkania po dwóch trafieniach Kloca. Pierwsze padło po fenomenalnym uderzeniu z rzutu wolnego z ponad 30 metrów.

Sam bohater wspomina ten moment bardzo skromnie. – Takie strzały nazywa się strzałami życia – mówi. Druga bramka była równie wyjątkowa, bo zdobyta prawą nogą, choć większość swoich goli strzelał lewą. To był jeden z tych dni, które kibice pamiętają przez lata.

Piłka wciąż daje radość

Choć od zakończenia profesjonalnej kariery minęły lata, Paweł Kloc nie rozstał się z futbolem. Nadal trenuje młodych zawodników w Akademii Stali Rzeszów, czasem jeszcze pojawia się na boisku jako zawodnik. Przede wszystkim jednak pracuje z młodzieżą. I właśnie ta praca z kolejnymi pokoleniami Stalowców najlepiej puentują historię człowieka, który od 40 lat jest związany z Hetmańską 69.

– Trzeba się cieszyć, że człowiek jest zdrowy i dalej ma styczność z piłką – kończy Paweł Kloc. Bo dla niego Stal nigdy nie była tylko klubem. Była i pozostaje domem.

Najnowsze aktualności